hurricane florence – instagram

Jak nie wykończyć planety? Remontowe less waste!

To jeden z tych tekstów, które chodziły za mną od dłuższego czasu. Który skrupulatnie odkładałam na tę nieuchwytną chwilę stuprocentowej błogości i szczęścia, legendarną wręcz w pewnych kręgach (znaczy, eee… w moim domu), przez normalnych ludzi zwaną „końcem remontu”. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie mogę Wam jeszcze pokazać efektów moich pomysłów, o których będę pisać. Cały czas pozostają w fazie projektów, stopniowo zbieram materiały, koncepcje ewoluują w tempie błyskawicy… Już nie mówiąc, że miejsca, w których staną, jeszcze nie są gotowe.

Paluszek i główka, czyli remontowy pamiętnik, część 2

Planowałam wrócić tu z kolejnym odcinkiem pamiętnika remontowego. Jego pierwsza część pojawiła się w grudniu i to wtedy właśnie doprowadziliśmy chatę do w miarę sensownego stanu, dalsze etapy odkładając na wiosnę. Zima zleciała jednak bardzo szybko i okazało się, że część prac musieliśmy po raz kolejny przesunąć ze względu na koszty, zdrowie psychiczne i miłość do naszych nadal funkcjonujących układów mięśniowo-szkieletowych.

Orły, cokoły, herosy…. Czyli remontowy pamiętnik, część 1

Pamiętnik remontowy to fajna sprawa i trochę żałuję, że nie wpadłam na taki pomysł wcześniej. Remont, szczególnie taki z grubej rury i robiony samemu to prawdziwy test cierpliwości, relacji rodzinnych i umiejętności logistycznych. Tym bardziej, jeśli planujesz wymienić tylko okna oraz elektrykę, ale omsknie ci się ręka i w efekcie zerwiesz wszystko, co tylko da się zerwać i wymienić możliwie niskim kosztem. Remont uczy pokory, uważności i zmusza do tego, aby odrobinę zwolnić i na spokojnie przemyśleć niektóre sprawy. Pamiętnik z takiego przedsięwzięcia byłby więc istną kopalnią mądrości życiowej. Jednak nic straconego, bo w przyszłości czeka mnie jeszcze nie jeden remont. Choć nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.